Nie zgadniesz, z których miast pochodzą najbardziej znani, polscy projektanci!

miesiąc temu

Wychowałaś się w małym miasteczku lub na wsi i myślisz, że to przekreśla twoje szanse na karierę w modzie. Polscy projektanci, którzy dorastali na prowincji twierdzą, że dało im to o wiele więcej, niż tylko motywację do zrobienia kariery.


Tomasz Ossoliński - Katowice 

Wychowałem się w samym centrum Katowic, w starej kamienicy przy ulicy Słowackiego. Tam, gdzie mieszkałem była stara piekarnia, dlatego to miasto kojarzy mi się z zapachem chleba i pączków z nadzieniem różanym.
Katowice wspominam jako przyjazne i przytulne miejsce. Gdy byłem dzieckiem, zostałem zapisany do Pałacu Młodzieży, do pracowni rękodzieł. Wiele się tam nauczyłem, dlatego nie dam powiedzieć o Katowicach złego słowa.
W Polsce funkcjonuje stereotyp Śląska smutnego, szarego  i ponurego. Moi znajomi, którzy przyjeżdżają do Katowic po raz pierwszy, są zaskoczeni tym, że są piękne i zielone. Mamy parki, Dolinę Trzech Stawów. Ogromne wrażenie robi na wszystkich część za dworcem, która przed wojną nazywała się dzielnicą rządową. Zachowały się w niej niesamowite modernistyczne budynki i kamienice. 
Często pada pytanie: Czy Katowice inspirują? Tak, ale inaczej niż morze czy góry. To kwestia ludzi. Ślązacy są szalenie otwarci, przyjaźni i mają uczciwe podejście do pracy – oddają jej całe swoje serce. Szyć nauczyła mnie babcia. Jak wiele kobiet w tamtych latach miała w domu maszynę i szyła sobie ubrania. 
Gdybym chciał się doszukać jakiejś inspiracji Śląskiem w moim życiu, byłoby to wspomnienie, kiedy jako cztero lub pięcioletni chłopiec, znalazłem w domu pocztówkę ze zdjęciem z ówczesnej sesji modowej: dwóch mężczyzn w garniturach (jeden był w kolorze fuksjowym). Babcia wytłumaczyła mi, że to są garnitury z Bytomia, który jest ogromną firmą. Pomyślałem wtedy, że chciałbym w takiej firmie pracować. I po 15 latach wylądowałem w niej jako główny projektant. 

Liliana Pryma - Drawsko Pomorskie 

Miejsce, w którym się wychowałam, nie wpłynęło na to, co tworzę, ale z pewnością pozwoliło mi doceniać, jak ważny jest spokój i czas na zebranie myśli. Po raz pierwszy zdałam sobie z tego sprawę, kiedy wyjechałam na studia do Londynu i zetknęłam się z metropolią, w której każdy żyje w pędzie, a decyzje trzeba podejmować szybko. 
Zawsze szukam w sobie spokoju. Kiedy zastanawiam się, czy sukienka jest fajna albo czy na pewno jakiś kierunek w kolekcji jest właściwy, muszę się wyciszyć. Wydaje mi się, że ta potrzeba bierze się z moich rodzinnych miejsc. Drawsko Pomorskie to urocze i klimatyczne miasteczko. Dla jego mieszkańców to miejsce i wszystko, co się w nim się dzieje, jest całym światem.Z dzieciństwa pamiętam, że silnie się tam odczuwało pory roku. Zimą śnieg przykrywał wszystko dokoła. Wiosną kwitły kwiaty, a latem chodziliśmy nad rzekę lub nad jezioro albo bawiliśmy się na dworze od rana do zmroku. Nasz związek z przyrodą był niesamowicie bliski i z tego właśnie wynikał ten spokój w ludziach. Teraz rzadko wracam do Drawska, ale nadal najlepiej odpoczywam wśród natury. Uwielbiam wyjechać z miasta do lasu albo nad wodę. Łatwiej mi wtedy zebrać myśli. Umiejętność znalezienia harmonii daje dużo siły na życie, a bierze się właśnie z kontaktu z przyrodą.

Michał Pająk (PAJONK) - Węgierka

Pochodzę z małej wsi Węgierka na Podkarpaciu. Odkąd pamiętam, zawsze chciałem robić coś związanego ze sztuką, a tam nie miałem takich możliwości. Życie w Węgierce wyglądało bardzo, ale to bardzo, normalnie. 
Szkoła-dom, szkoła-dom. Byłem mało rozrywkowy, większość czasu spędzałem na przeglądaniu zagranicznych magazynów o modzie, które kupowałem na internetowych aukcjach lub w oddalonym ode mnie o 70 km Empiku. 
Zawsze ciągnęło mnie dalej, do wielkiego miasta i tak trafiłem do Warszawy. W wakacje między drugą, a trzecią klasą liceum, wyjechałem na staż do działu mody w znanym miesięczniku dla kobiet, ale dopiero gdy składałem papiery na studia, pomyślałem o projektowaniu. 
To, że pochodzę z małej wsi, dało mi kopa i motywację, żeby osiągnąć coś więcej niż szczęśliwe, spokojne życie na prowincji. Kiedy przyjechałem do Warszawy, nie znałem tu nikogo. Wszystko, co osiągnąłem w tym mieście, zawdzięczam sobie. Dzięki temu, że wychowałem się na wsi, mam większą wrażliwość, szacunek do ciężkiej pracy i wiarę w siebie.
 Jakiś czas temu starałem się o dotacje unijne na rozwinięcie mojej marki. Okazało się, że szybciej je dostanę zakładając firmę w Węgierce. Przez najbliższy rok zamierzam w Węgierce mieszkać, tworzyć i budować markę Pajonk.

Łukasz Jemioł - Radom

Chociaż wychowałem się w zwyczajnym bloku z wielkiej płyty w Radomiu, nie żyłem życiem przeciętnego dziecka. Nie miałem czasu kopać piłki pod blokiem ani wysiadywać godzinami na podwórku, bo odkąd skończyłem sześć lat moje życie kręciło się wokół zajęć pozalekcyjnych. 
Dla mnie to był wspaniały, bardzo kreatywny czas. Byłem w zespole muzycznym, kółku plastycznym, a później w teatralnym. Stworzyłem sobie inkubator i w nim funkcjonowałem. Nie mam z tego powodu poczucia, że coś mnie ominęło. Wręcz przeciwnie. Myślę, że to Radom dał mi artystyczne zaplecze. To, że zetknąłem się tam ze sztuką w różnej postaci, zaprocentowało gdy zająłem się modą.
Estetyki i wrażliwości na sztukę nauczyłem się na kółku plastycznym, które prowadziła mama mojej koleżanki (w świetlicy „Sputnik” przy spółdzielni „Ustronie”). Robiliśmy tam przedstawienia, przebieraliśmy się, kroiliśmy ciuchy. Dziś dostrzegam w tym wiele analogii do tego, czym się zajmuję
 Moje pokazy zawsze są spektaklem, opowiadają pewną historię. Projektowanie jest niczym innym, jak krojeniem tkanin, a przebieranki mógłbym porównać do przymiarek albo szaleństwa na backstage’u w dniu pokazu.

Karolina Słota (Local Heroes) - Zamość

Urodziłam się i wychowałam w Zamościu i jestem szczęśliwa, że nie pochodzę z dużego miasta. Mieszkając w małym mieście, możesz albo przez cały czas planować swój wyjazd, albo zostać, pogodzić się z tym faktem i żyć według panujących tam zasad. 
Ja już w gimnazjum chciałam wyjechać do szkoły, do większego Lublina. Ciągnęło mnie do dużych rzeczy. Ale zostałam. Wyjechałam dopiero po maturze, do Warszawy. Nie żałuję tej decyzji, bo życie w moim mieście nauczyło mnie pokory, szacunku dla pieniądza i pracy.
 Nic nie spada z nieba i wiem to od dawna. Local Heroes ma już pięć lat, a ja nie zwalniam tempa. Mój dzień to czasem 14 godzin pracy. Właściwie pracuję 24 godziny na dobę. W Warszawie mieszkam już ponad osiem lat i mam wrażenie, że ludzi spoza stolicy cechuje większa pokora, pracowitość i i szacunek do pieniędzy. 
Myślę, że to cenne i bardzo pożądane w dzisiejszych czasach. Nie ma się co wstydzić miejsca, z którego pochodzimy. Gdyby nie ono, nie bylibyśmy tym, kim jesteśmy.

Robert Kupisz - Gacki

Fakt, że pochodzę z małej wioski, nigdy nie ograniczał mojego myślenia o tym, na co mnie stać i co mogę osiągnąć. Wręcz przeciwnie. 
Dzieciństwo spędziłem w Gackach – to wioska w dolinie Nidy, pomiędzy Pińczowem, a Buskiem. Moim wielkim darem jest to, że wychowałem się w domu kultury, który prowadzili moi rodzice. Miałem tam do dyspozycji zajęcia plastyczne, muzyczne, teatrzyki, naukę gry na instrumentach. Przyjeżdżały do nas zespoły muzyczne, teatr z Kielc ze spektaklem. 
Moja wyobraźnia pracowała na najwyższych obrotach i wydaje mi się, że dzięki temu mam teraz w głowie tak dużo pomysłów. Po 10 latach w Gackach wyprowadziliśmy się do Kielc. Zamieszkaliśmy na osiedlu, gdzie wszystkie bloki były takie same. Pamiętam, że przyjechałem do Kielc dzień przed rozpoczęciem roku szkolnego i było to dla mnie trudne, bo szkoła była o wiele większa niż wiejska szkoła w Gackach. 
Ale wystylizowałem się odpowiednio. Miałem dżinsy, dżinsową kurtkę i koszulę we wzorki. Do tego długie włosy obcięte na pazia. Od razu mnie dostrzeżono. Zacząłem śpiewać w zespole, a starsze dziewczyny chętnie zapraszały mnie na prywatki. Kiedy wiele lat później pojechałem do Londynu, zrobiłem to samo: wyszedłem na ulicę, zobaczyć jak się sprawy mają, a później wróciłem do hotelu, własnoręcznie obciąłem sobie włosy, zmieniłem ubranie i dopiero wtedy „poszedłem w miasto”. 
To, że potrafię się dostosować do sytuacji i mam potrzebę bycia zauważonym, na pewno bierze się z dzieciństwa. Byłem synem pana dyrygenta orkiestry dętej i pani kierowniczki, wszyscy mnie znali. Od dziecka występowałem na scenie, dlatego bycie na widoku nigdy mnie nie peszy. To bardzo przydatne w moim obecnym zawodzie.

Radek Rociński (THECADESS) - Jelenia Góra

Nie wiem czy miasto, w którym się wychowałem, mnie określiło. Na pewno utwierdziło mnie w tym, że nie chcę być przeciętny. 
Jelenia Góra, choć jest przepięknym miastem z niezwykłą niemiecką architekturą, górami 
 i urokliwymi zalewami w zasięgu ręki, w moich wspomnieniach wiąże się z zaściankowym klimatem. 
Panowało tam przeświadczenie, że nikomu nic się nie uda, a w związku z tym nie ma się co starać ani wysilać. Byłem przekonany, że nie chcę tak żyć. Że uda mi się osiągnąć więcej niż wszystkim dokoła i dlatego długo tam nie zabawię. 
To podejście wpoili mi rodzice. Zawsze powtarzali, że mogę robić, co tylko chcę i być, kim chcę. Warszawę uwielbiałem od zawsze. Była jak Dziki Zachód, który się rozwija, a ja chciałem być tego częścią. 
Długo nie wiedziałem, co chcę robić w życiu. Chciałem być tancerzem, politykiem, aktorem... Nie jestem typem szarej myszki. Zawsze mówię dużo, wszędzie mnie pełno. Zdecydowałem się na fryzjerstwo i kiedy w tym zawodzie osiągnąłem prawie wszystko, postanowiłem zająć się projektowaniem. 
Trochę jak Robert Kupisz, którego bardzo szanuję. Kiedy po latach wróciłem z krótką wizytą do Jeleniej Góry, wszyscy patrzyli na mnie z nadzieją, że mi się nie powiodło. Strasznie mnie to ubawiło. Pomyślałem wtedy: „Ja wam pokażę!”. Dzisiaj mogę się pochwalić tym, że robię to, co kocham i żyję tak, jak lubię.

Piotr Sałata (THECADESS) - Radzyń Podlaski

Radzyń Podlaski jest typowym, małym polskim  miasteczkiem. Jak je wspominam? Trochę fajnie, a trochę nie. Wiosną, latem i zimą okolica była tam piękna. Jesienią wszystko zamierało. W powietrzu pachniało palonymi liśćmi, a lekko szary krajobraz był przygnębiający. 
Dzieciństwo miałem fantastyczne. Bawiliśmy się w lesie. Szwendaliśmy się po opuszczonych fabrykach, latem jeździliśmy na rolkach po mieście, a zimą na łyżwach po stawie. 
Uparcie chciałem próbować wszystkiego, co artystyczne, dlatego należałem do kółek zainteresowań. Rysowałem, malowałem, tańczyłem, grałem w teatrze... 
Czy Radzyń Podlaski wpłynął na to, co projektuję? Na pewno tak. Czasem kiedy stworzę coś bardziej ekstrawaganckiego, łapię się na myśleniu, że to jest zbyt odważne. Być może ma to związek z tym, że pochodzę z małego miasteczka, w którym rzadko ktoś wychylał się ponad przeciętność, a bylejakość była czymś normalnym.
 Z czasów, kiedy tam mieszkałem, pamiętam zaledwie kilka kobiet, które przykładały większą wagę do tego jak wyglądają. Jestem przekonany, że to wpływa na obraz kobiety, który mam w głowie.

Alicja Danowska-Kozak (DUNST) - Mrągowo

Życie w Mrągowie jest niesamowite, bo wszystko tam jest proste. Mogę rano pójść do sklepu w szlafroku i nikogo to nie dziwi. Na siłowni nie muszę czekać w kolejce do roweru, a jak muszę coś załatwić, to zawsze okazuje się, że znam kogoś, kto zna kogoś, kto może mi w tym pomóc. 
 W dzieciństwie czułam się tam wolna. Choć zdarzały się sąsiadki, które zza firanki obserwowały, co kto robi, łatwo mi było znaleźć miejsca, w którym mogłam się ukryć. Studiowałam energetykę w Gdańsku, teraz dużo czasu spędzam w Warszawie, ale ciągle wracam do Mrągowa. 
Świadomie właśnie tam założyłam swoją markę. Myślę o modzie globalnie, ale chcę pokazać, skąd wzięło się to, co robię. Wiele rzeczy produkuję w lokalnych zakładach. Dzięki temu nie przykładam ręki do wyzysku i mam wpływ na jakość tego, co tworzę. Kampanię też zrobiłam na miejscu. Chciałam pokazać miejsca, które są „moje”. Ulice, na których bawiłam się po szkole, chodniki, po których malowałam kredą...  
To, że jestem z Mrągowa, nauczyło mnie funkcjonalnego podejścia do mody. Kiedy byłam dzieckiem, nie było tu wielu sklepów i trzeba było kombinować, żeby fajnie się ubrać. Dlatego w kolekcji Dunst mnóstwo jest rzeczy, które składają się z połączonych zamkami modułów. Dzięki temu np. płaszcz możesz łatwo zmienić w kurtkę, a jak będzie ci potrzebny kaptur, doczepisz go sobie jednym ruchem.

Komentarze
0

Stylizacja tygodnia



Ostatnio na forum


Newsletter

Zapisz się do naszego newslettera.