Wywiad z Sylwią Synowiec, prowadzącą bloga Let'sew!

5 miesiecy temu

Krawieckie początki, uszyte projekty, plany na przyszłość i szyciowe sprawy- sprawdźcie, o czym opowiedziała nam Sylwia!


Z Sylwią Synowiec, która szyje od kilku lat, prowadzi inspirującego bloga Let'sew@letsewbysylwia (szycie to mój mikroświat, w którym czas jest linią z krawieckiej nici, a przestrzeń kreują kolory i faktury tkanin), a także jest częścią redakcji Burda.pl, w której odpowiedzialna jest za social media, rozmawiamy o jej największej pasji - szyciu! 

Jak zaczęła się Twoja przygoda z szyciem? Co cię do tego skłoniło?

Powód był bardzo prozaiczny... Nie miałam w co się ubrać :) Nie podobały mi się modele, które oferowały sklepy, miałam też problem z dopasowaniem na siebie rozmiaru. Maszynę do szycia znałam od dziecka – moja babcia dorabiała szyciem męskich spodni. Zawsze lubiłam siadać przy jej maszynie i szyć na skrawkach materiałów. Na 18. urodziny dostałam od babci pierwszą maszynę do szycia. Wówczas szyłam proste rzeczy – poduszki, fartuszki, często przerabiałam gotowe ubrania (zwężałam, skracałam itp.). W końcu postanowiłam uszyć coś samodzielnie i podczas zakupów w galerii zamiast gotowego ubrania... kupiłam sobie "Szycie krok po kroku" 2/2014. Pamiętam, że wybrałam model spódnicy, która składała się z bardzo wielu elementów i naprawdę kilka godzin myślałam, jak poskładać ze sobą te „puzzle”. Teraz z perspektywy czasu sama zastanawiam się, dlaczego jako pierwszej nie uszyłam zwykłej spódnicy na gumce z prostokąta... Ale wówczas ten wykrój z Burdy wydawał mi się taki prosty... :) Spódnicę mam do dziś schowaną w specjalnym pudełku na pamiątkę, choć bardzo daleko jej do ideału. Pamiętam, jak z dumą odpowiadałam na pytanie „Gdzie kupiłaś tę spódnicę?” - „SAMA uszyłam!”.

Jak długo już szyjesz? 

Ubrania dla siebie szyję niecałe 5 lat. Dążę do tego, by moja garderoba w większości stanowiła rzeczy, które sama stworzyłam. Sukienki czy spódnicy nie kupiłam sobie od kilku lat. Oczywiście mam jeszcze w szafie kilka sukienek/spódnic kupionych kiedyś w sklepach, ale trzymam je dlatego, że je lubię, dobrze leżą i są uszyte z naprawdę dobrych materiałów. Obecnie głównie kupuję jeansy, bieliznę, buty i torebki – choć kilka torebek próbowałam szyć, bieliznę mam zamiar zacząć, zatem myślę, że jestem na dobrej drodze do stworzenia garderoby 90% handmade! 

Czy uczestniczyłaś w kursach szycia czy uczyłaś się sama? Jaka forma jest lepsza?

Obsługę maszyny i jak szyć proste elementy, czy np. skracać spodnie, nauczyła mnie babcia. Gdy szyłam pierwszą spódnicę, bazowałam jedynie na opisach z Burdy. I tak przez parę lat korzystałam z gotowych wykrojów. Jednak przyszedł moment, w którym stwierdziłam, że brakuje mi solidnych podstaw szycia - bałam się np. uszyć żakiet czy spodnie, bo wiedziałam, że za mało wiem o szyciu, by się zmierzyć z takimi projektami. Zaczęłam rozglądać się za jakimś kursem szycia, ale szycie stało się wówczas „modne”, zatem ceny kursów znacząco wybiegały poza mój studencki wówczas budżet. W internecie znalazłam informacje o Kwalifikacyjnym Kursie Zawodowym organizowanym przez Zespół Szkół Odzieżowych im. W. Reymonta w Poznaniu. Złożyłam podanie i się udało (było bardzo dużo chętnych!) – rozpoczęłam 2-letni kurs weekendowy pod okiem doświadczonych krawcowych. Bardzo dużo się tam nauczyłam – zarówno korzystania z gotowych wykrojów, przerabiania ich, jak i tworzenia własnych konstrukcji. Poznałam różne techniki szycia i dzięki temu nie boję się już trudniejszych projektów. W mojej garderobie pojawiło się już kilka par spodni i żakietów, których tak bardzo bałam się szyć. W styczniu miałam egzaminy państwowe i udało się, zdobyłam tytuł technika przemysłu mody.

Ogromne gratulacje! Czy w związku z tym, wiążesz swoją przyszłość zawodową z krawiectwem? 

Bardzo wiele osób mnie o to pyta i namawia na założenie własnej działalności związanej z szyciem, ale na tę chwilę odpowiedź brzmi: NIE. Dla mnie szycie to cudowna pasja, która pozwala mi się realizować i gwarantuje odskocznię od codzienności. Wiem, że prowadzenie biznesu to ogromny stres oraz odpowiedzialność – i obawiam się, że z czasem szycie przestałoby mi dawać tyle przyjemności, co obecnie. Wiem też, że szycie na zamówienie jest niezwykle trudne – naprawdę szanuję i podziwiam wszystkich rękodzielników, którzy zarabiają na swojej pasji.

Moje życie zawodowe obecnie jest w dużej mierze związane z szyciem, bowiem współpracuję z Burda Polska i uważam, że jest to idealne połączenie mojego doświadczenia zawodowego i pasji :)

A jak jest z wykrojami - szyjesz na ich podstawie czy konstruujesz odzież sama? 

W szkole stworzyłam sobie bazowe konstrukcje podstawowych elementów odzieży, ale na co dzień mimo wszystko korzystam z gotowych wykrojów. Jeśli chcę uszyć klasyczne spodnie czy koszulę, to rzeczywiście wracam do moich „szkolnych” form. Jednak bardzo często to wykroje inspirują mnie do stworzenia kolejnych elementów swojej garderoby. Ale przyznaję, że nigdy (nawet przy pierwszej spódnicy) nie odwzorowałam wykroju w 100% – zawsze wprowadzam swoje modyfikacje do wykroju – czasem są one niewidoczne na pierwszy rzut oka, a czasem gotowy wykrój jest jedynie bazą i zmieniam w nim wszystko, co się da. 

Kiedy założyłaś swojego bloga? 
Bloga założyła mi koleżanka z pracy. Namawiała mnie kilka miesięcy na to, bym zaczęła w internecie pokazywać swoje prace. Na początku założyłam profil na Instagramie, później wspólnie rozpoczęłyśmy prace nad blogiem – ona zajęła się stroną techniczną (do dziś dba o to, by wszystko działało), a ja przygotowałam pierwsze teksty na bloga i zdjęcia. I później to już nie miałam wyboru – skoro powiedziałam A, to musiałam powiedzieć też B. I tak od ponad 2 lat dzielę się swoją pasją na blogu. Nigdy nie czułam się na siłach, by uczyć innych jak szyć – dlatego też mój blog to nie jest poradnik jak coś uszyć. To raczej moje krótkie (s)zyciowe historie i portfolio stworzonych przeze mnie rzeczy. 

Co najbardziej lubisz szyć?

Od zawsze sukienki i spódnice, bo to elementy garderoby, które najczęściej noszę. W swojej umiejętności szycia najbardziej lubię to, że przeglądając swoją szafę stwierdzam „Przydałaby mi się błękitna koszula...” i za chwilę wymyślam fason, zamawiam tkaninę i za kilka dni realizuję swój projekt. Uwielbiam to poczucie, że mogę i potrafię stworzyć sobie coś, co sama wymyśliłam i dokładnie w takiej formie, w jakiej chcę.

Są na twoim koncie projekty, które uważasz za szczególne?

To zdecydowanie moja suknia ślubna, choć sama jej nie uszyłam. Zaprojektowałam ją samodzielnie i nadzorowałam każdy etap szycia, ale zabrakło mi czasu i przede wszystkim odwagi, by samodzielnie ją uszyć.

Mam w swojej szafie projekty dla mnie wyjątkowe – np. spódnicę, którą miałam podczas zaręczyn, pierwszą sukienkę ciążową czy bluzę, którą uszyłam tuż przed wyjazdem na porodówkę :)

Masz na swoim koncie szyciowe wpadki?

I to ile! Szczególnie na początku było ich wiele i głównie wynikały one z niewiedzy. Bardzo często okazywało się, że kupiłam za cienki materiał, który się nie układał. Albo, że nie podkleiłam odpowiednio niektórych elementów – np. w płaszczu. Mojej pierwszej spódnicy z koła nie pozostawiłam do odwieszenia (bo nie wiedziałam, że trzeba) i później się dziwiłam, dlaczego jest ona taka krzywa. Nieraz się zdarzyło źle wszyć rękaw lub skroić np. dwa prawe rękawy... Kiedyś też zamarzyłam o sukience z gipiury, jednak nie spodziewałam się, że ten materiał tak trudno się kroi. Musiałam ten etap pracy rozłożyć na dwa dni i na dodatek po raz pierwszy miałam odciski na dłoni od nożyczek. Jest też kilka projektów, w których po uszyciu stwierdziłam, że się źle czuję. Na szczęście mama ma podobną figurę i ciut inny gust, więc z chęcią nosi te ubrania. 

Jest coś, czego w szyciu nie lubisz?

Nie lubię szycia ręcznego... Zdecydowanie nie polubiłam się z fastrygą. Choć jestem świadoma, że przy niektórych elementach jest ona niezbędna – np. szyjąc kołnierzyk zawsze fastryguję jego elementy, ale to nie zmienia faktu, że bardzo nie lubię tego robić. Guziki, to kolejny taki element w procesie szycia, który często odwlekam. Niby zostają już tylko guziki do przyszycia, a jakoś tak zawsze nam nie po drodze i projekt musi swoje odczekać.

Z jakiego projektu jesteś najbardziej dumna?

Jest wiele takich projektów. Z pewnością pierwsza spódnica – choć nie jest idealna, teraz wiem jak wiele błędów popełniłam, gdy ją szyłam, ale jestem z niej ogromnie dumna, bo to moja pierwsza samodzielnie uszyta rzecz, w której chodziłam. Do dziś noszę swój pierwszy płaszcz, który uszyłam też z Burda. Szycie krok po kroku. Materiał na niego mama znalazła w szafie – okazało się, że ten materiał babcia kupiła mojemu tacie, żeby uszyć marynarkę... I tak uszyłam płaszcz z materiału znacznie starszego ode mnie. Jednak jego jakość jest tak rewelacyjna, że noszę go już od lat. Choć wykonanie też nie jest idealne – dziś z pewnością nie popełniłabym tych błędów.

Jakie są Twoje ulubione materiały? 

Nie mam ulubionych materiałów, ale raczej wybieram jednolite tkaniny, czasami z jakąś delikatną fakturą bądź wzorem. Nie zawsze mam odwagę, by wybrać wzorzyste materiały – poza tym, jak już wybieram materiał w jakiś wzór, to zawsze staram się, by wzór spasować na łączeniach materiału – nie zawsze się to udaje, a dodatkowo generuje to większe zużycie materiału. Kiedyś zdecydowanie częściej szyłam z tkanin, jednak ostatnio przekonuję się również do dzianin. Nie lubię „lejących” materiałów, bo strasznie trudno je okiełznać. Nie oznacza to jednak, że po nie nie sięgam – ale zdecydowanie nie robię tego zbyt często. Zazwyczaj materiały kupowałam w sklepach stacjonarnych, bo jako początkująca osoba, musiałam dotknąć tkaniny, by wiedzieć czy uda mi się z niego uszyć to, co zaplanowałam. Teraz zdecydowanie częściej wybieram zakupy przez Internet, bo jest to dla mniej wygodniejsze rozwiązanie i często też w sieci jest znacznie większy wybór materiałów. Początkowo też nie zwracałam uwagi na skład tkanin – wynikało to również z niewiedzy. Odkąd skończyłam kurs, zdecydowanie materiały wybieram bardziej świadomie. I nie oszczędzam też na nich – bo wiem, że w tym przypadku za ceną idzie jakość. A szycie „kosztuje” zbyt wiele pracy, by tracić czas na szycie z nijakich materiałów, które bardzo szybko stracą swoje właściwości i ubranie będzie nie do użytku.

Gdzie tworzysz swoje projekty?

Na początku chyba jak wszyscy szyłam na zwykłym stole w pokoju, choć podczas studiów musiałam zadowolić się zwykłym niskim stolikiem i szyć w pozycji na kolanach. Z czasem jednak udało się wygospodarować w domu miejsce do szycia, w którym maszyny miały swoje stałe miejsce i nie trzeba ich było za każdym razem wyciągać z szafy. Pamiętam, że gdy urządzałam swoją pracownię, zbliżały się moje imieniny. Poprosiłam bliskich, by w ramach prezentu kupili mi coś do pracowni – zrobiłam listę potrzebnych rzeczy i tak w tydzień udało się stworzyć szyciowy kącik. Odkąd mam swoje miejsce do szycia to pozwalam sobie na większą liczbę szyciowych gadżetów (jestem okropną szyciową gadżeciarą i na różne okazje: imieniny/urodziny/święta zawsze na liście prezentowych marzeń jest coś do szycia) – dlatego w mojej pracowni (poza maszynami do szycia) królują różnego rodzaju pudełka, bo gdzieś te szyciowe skarby muszę trzymać :)

Komentarze
0

 

Stylizacja tygodnia



Ostatnio na forum


Odbierz prezent

Zapisz się do naszego newslettera i odbierz darmowy wykrój!