Żaden ciuch nie ma w sobie tyle kobiecej siły co sukienka! Wywiad z Martą Stąpor

5 miesiecy temu

O szyciu, zawodzie projektantki, swojej własnej marce oraz współpracy z magazynem "Kocham Szycie" rozmawiamy z Martą Stąpor!


Jak zaczęła się Twoja przygoda z szyciem?

Wychowywałam się w czasach, kiedy praktycznie w każdym domu była maszyna do szycia. Sklepy nie były pełne wszelkiej maści towarów, więc umiejętność zdobywania i przerabiania skarbów na własne potrzeby była wręcz niezbędna. W domu zawsze byłam zachęcana do robienia wszystkiego samodzielnie i nikt igły z nitką przede mną nie chował. Co więcej mój dziadek był krawcem, obserwowanie go przy pracy zawsze wiązało się dla mnie z pewną ekscytacja i może dzięki tamtym chwilom, ten zawód do dziś jest dla mnie pełen magii.

Jakie były początki - ukończone szkoły czy może inna droga dotarcia do projektowania ubioru? Co działo się przed stworzeniem własnej marki?

Początki szycia i projektowania były wczesne i dość oczywiste - moimi pierwszymi klientkami były wszystkie lalki w domu, a z czasem i w okolicy. Później szyłam dla siebie i koleżanek. Jednak ta umiejętność i pasja zawsze były w moim życiu obecne na drugim planie, kariera zawodowa początkowo potoczyła się kompletnie innym torem. Z wykształcenia jestem filmoznawcą, z zawodu tak zwanym UXem (czyli projektantem architektury informacji w internecie, w dużym skrócie). Pracowałam kilka dobrych lat w korporacjach…  i tu historia robi się dość przewidywalna. W romantycznym uniesieniu doszłam do wniosku, że korpo jest nie dla mnie, rzuciłam to wszystko (bez jakiegoś większego planu) i postanowiłam zająć się czymś, co sprawia mi radość. Tak, w chałupniczych początkowo warunkach, powstała już niemal 7 lat temu moja marka - Szyjemy Sukienki.

Na czym dokładnie polega praca projektantki? Czy jest w tym jakaś rutyna czy każdy dzień jest inny?

Być może istnieją projektantki, które zajmują się wyłącznie projektowaniem, ale w praktyce, we wszystkich znanych mi przypadkach, realia są inne. Prowadząc własną firmę trzeba być troszkę specjalistką od wszystkiego. Sam proces twórczy w moim wypadku, często bywa przypadkowy i niezaplanowany. Inspiracje znajduję wszędzie, pomysły przychodzą zupełnie znienacka, ale poza tym, około 85% czasu spędzam na zadaniach organizacyjnych. Trzeba planować pracę zespołu, kontrolować dostawców i zamówienia, planować i wdrażać działania marketingowe, utrzymywać kontakt z partnerami biznesowymi, płacić i wystawiać faktury, liczyć koszty, planować strategię, kupować kawę i gasić pożary. Moimi ulubionymi dniami są chyba sesje zdjęciowe. Ich organizacja wymaga dużo pracy i czasu, zwłaszcza, że sama zajmuję się stylizacją i opracowaniem koncepcji, często też sama fotografuję. Od efektu sesji zależy to, jak przyjmie się kolekcja, jest to więc też bardzo stresujący dzień. Ale praca w studio z zespołem utalentowanych profesjonalistów to żywy twórczy ferment.

Czy da się, mniej więcej określić, ile trwa praca nad zaprojektowaniem sukienki?

Na to pytanie nie da się w zasadzie odpowiedzieć - nie ma żadnej reguły. Czasami to przebłysk, pomysł i już, a czasami dopracowywanie, kreślenie i przerysowywanie całymi dniami. Przebłyski zdarzają mi się najczęściej, kiedy dotykam jakiejś tkaniny. Biorę ją do ręki i po prostu wiem, co z tego powinno powstać.

Jaka jest filozofia marki?

Ujmując to najprościej: Chcemy tworzyć ubrania, które dają radość. Nie tylko radość z bycia podziwianą, ale też poczucie satysfakcji wynikające z wygody użytkowania i świadomości dobrej inwestycji. To taki nasz “praktyczny glamour”, bo wiemy, że dla współczesnej kobiety sam glamour to zdecydowanie za mało. Drugą bardzo istotną wartością, którą wyznajemy, jest etyczność w każdym calu. Wierzymy we wpływ świadomych zakupów na nasze życie – w skali intymnej i globalnej. Chcemy tworzyć ubrania dla osób, które takich zakupów dokonują. Ważne jest dla nas nie tylko co, ale i jak tworzymy. Szyjemy lokalnie i z dumą haftujemy to na każdej naszej metce, prowadzimy firmę społecznie odpowiedzialną. Sukienki nie zbawią świata, ale mają większą siłę niż można przypuszczać. Poprzez to, co nosimy – świadomie lub nie – wyrażamy siebie. Ciuchami możemy dodać sobie mocy, a żaden ciuch nie ma w sobie tyle kobiecej siły, co sukienka.

Czy w swojej pracy kierujesz się aktualnymi trendami, czy z nich czerpiesz czy tworzysz tylko w swoim własnym stylu, który niekoniecznie musi przystawać do tego, co jest sezonowo modne?

Świadomie nie podążam za trendami, ale ich wpływu, żyjąc i uczestnicząc we współczesnym świecie, nie da się wyeliminować. I nie bronię się przed tym. Jeśli całe życie nie cierpiałam koloru liliowego, aż tu nagle, kiedy staje się modny, odnajduję w sobie miłość do niego, to nie bronię się przed tym. Ale zawsze to musi być szczerze odnalezione uczucie. Tworzę wyłącznie sukienki, które sama chciałabym nosić, a czasami nawet wycofuję ze sprzedaży bestsellery, które już nie pasują mi do mojej wizji, mimo, że wciąż jest na nie popyt. Wierzę, że to, co mają do zaoferowania małe marki, to właśnie tego rodzaju szczerość - oferuję ci tylko to, co sama uważam za fajne.

Skąd czerpiesz inspiracje? Czy są może jacyś projektanci, ikony stylu, którzy Cię inspirują?

Nie ma dla mnie granicy między tym, co może, a co nie może być inspiracją. Kiedyś do stworzenia spódnicy zainspirowało mnie charakterystyczne ułożenie płyt chodnikowych. Dużo czerpię z szeroko pojętej kultury, której jestem namiętną konsumentką. Kino, klasyczna literatura, galerie sztuki - może to brzmieć banalnie, ale nie wyobrażam sobie bez nich życia. A ponadczasową ikoną stylu jest dla mnie Tilda Swinton.

Jakie są Twoje ulubione materiały? Jakich najczęściej używasz w projektach? Dlaczego właśnie te?

O tkaninach mogłabym gadać godzinami. Ich dotykanie i oglądanie to dla mnie zmysłowa przyjemność. W dobrej hurtowni albo na targach, dostaję palpitacji serca i zaczynam bardzo szybko oddychać. Nauczyłam się już, z czego najlepiej szyć, co jest ważne, co jest praktyczne, co się dobrze nosi. Wybieramy tkaniny z certyfikatami eko lub korzystamy z  tzw. stoków (końcówek kolekcji tkanin wyprodukowanych dla dużych firm), jeśli decydujemy się na sztuczne włókna, to wybieramy te nowoczesne, oddychające, najwyższej jakości i produkowane w duchu eko. Mówi się, że niektórzy mają rękę do roślin - ja mogę o sobie powiedzieć, że mam rękę do tkanin. Po tak zwanym “chwycie” potrafię ocenić materiał i jedyne, w czym wciąż uczę się dyscypliny, to wybór wzorów. Kocham wzory, ale te zbyt odważne nie mają przełożenia na sprzedaż, a o tym - prowadząc firmę - trzeba cały czas myśleć.

Czy nosisz swoje własne projekty, sama szyjesz swoją garderobę czy kupujesz?

Jedno i drugie. Oczywiście, że noszę swoje projekty, ale za bardzo kocham sukienki i za dużo jest w Polsce świetnych projektantek i projektantów, żebym mogła powstrzymać się od kupowania u konkurencji :)

Prawie w każdym wydaniu magazynu "Kocham Szycie" możemy czerpać z Twoich porad oraz instrukcji szycia - jak wyniknęła ta współpraca? 

Od początku jesteśmy firmą, która nie tylko opowiada o tym, co szyje, ale także jak. Opowiadamy o pracy naszych krawcowych, pokazujemy zdjęcia pracowni. Pewnie przez wspomnianego wcześniej dziadka, który sprawił, że szycie samo w sobie jest dla mnie czymś niezwykłym, nie tylko czynnością prowadząca do powstania ubrania. I okazuje się, że wiele klientek jest tym także zainteresowanych. Kiedy powstał magazyn “Kocham Szycie” odpowiednia osoba musiała automatycznie skojarzyć naszą markę i szczęśliwie zaproszono mnie do współpracy.

A jeśli chodzi o Burdę - czy szyłaś kiedykolwiek z naszymi wykrojami? 

Cóż za pytanie! Oczywiście! Kiedy zaczynałam, wykroje z Burdy wydawały mi się czarną magią - czymś pomiędzy mapą labiryntu, a sztuką współczesną. Jednak kiedy poznałam ich język i nauczyłam się z nich korzystać, miałam poczucie, że otworzył się przede mną nowy świat. Do tej pory mam w szafie kilka rzeczy, które uszyłam sama dawno, dawno temu, korzystając jeszcze ze starych numerów, które miała w szafie moja mama.

Czy planujesz przyszłość, masz już sprecyzowane plany zawodowe? 

Szyjemy Sukienki zbliża się do siódmych urodzin. Był to czas nieustannej gonitwy, poszukiwania swojego miejsca na rynku, uczenia się. Chciałabym teraz złapać chwilę oddechu, mieć więcej czasu na pójście w las, żeby nabrać energii do nowych wyzwań, a te się nie kończą, gdy chce się być coraz lepszym. W tym roku nieśmiało przy pomocy butiku partnerskiego, będziemy na przykład testować rynek azjatycki… Dużo, dużo jeszcze się może wydarzyć.

Komentarze
0

 

Stylizacja tygodnia



Ostatnio na forum


Odbierz prezent

Zapisz się do naszego newslettera i odbierz darmowy wykrój!