Bosmanka

2 miesiące temu

Pochłonięta remontem ostatnio mam mniej czasu na media społecznościowe - ale tym projektem z chęcią się Wam pochwalę - tym bardziej, że narażałam życie podczas robienia zdjęć - mój maż bardzo nie lubi stać przed obiektywem. Do tej bosmanki zabierałam się od jakiegoś czasu, a z pewnością od października 2018 roku. Bo wtedy właśnie w Burdzie 10/2018 pojawił się wykrój nr 128 na męską bosmankę.

Zajęło mi dwa lata znalezienie odpowiedniego materiału. Ile to ja się próbek pozmawiałam – wszystko było za wiotkie i za cienkie. Mój sprzedawca z allegro, u którego kupowałam piękne wełniane sukna o odpowiedniej gramaturze tj. powyżej 700 gr/mb ostatnimi czasy nie miał nic odpowiedniego ofercie. No i tak szukałam, aż samo mnie znalazło – to jest taki moment kiedy dziękuję tym wszystkim algorytmom. Materiał dojechał, podszewka już czekała od 3 lat …. Ale jak tak popatrzyłam na to wełniane sukno to stwierdziłam, że to jest TEN MOMENT kiedy powinnam zmierzyć się z ręcznym przyszyciem usztywnienia. Bo przecież jak się szyje płaszcz dla męża, to z myślą, żeby posłużył on na wiele lat – męska bosmanka nie wychodzi z mody – bo to klasyka. No i zaczęły się poszukiwania odpowiedniego usztywnienia (włosianki). I znów okazało się, że to nie jest takie proste …. Też musiałam zamówić kilka rodzajów – jak dobrze, że na Allegro są sprzedawcy, którzy sprzedają resztki poprodukcyjne – bo w detalu praktycznie nie ma wyboru. Właśnie na Allegro znalazłam dwa rodzaje wkładów do przyszycia z naturalnego włókna, które mogłam zdekatyzować przed użyciem. No więc – zaczęłam te wkłady przyszywać na początku października – wieczorami przy Netflixie i HBO Go (tak notabene polecam „Gambit Królowej i Mrs. America). No a z początkiem grudnia skończyłam (wnikliwi zauważą, że spóźniłam się z tym imieninowym prezentem. Co do samego szycia – model Burdy ciut zmodyfikowałam – bo zmniejszyłam kołnierz, dodałam szlufki, pasek z tyłu, na plecach wyłożenie i dodatkowe cięcia, ma ramionach pagony. Wewnątrz wszyłam trzy kieszenie, które solidnie wzmocniłam, aby służyły na lata… Przed szyciem sprawdziłam elementy modelu na używanym od lat płaszczu – który dobrze leżał – i dopasowałam elementy modelu do niego. Dzięki temu na pierwszej przymiarce, okazało się, że wszystko leży dobrze. Przyszywane wkłady pomogły mi w uzyskaniu pierwszy raz w życiu efektu dobrze ułożonego torsu. Samo przyszywanie wkładu szło mi jak po grudzie (robiłam to pierwszy raz) – to co się napatrzyłam na instagramie nie umiałam idealnie odwzorować – ostatecznie pogodziłam się z tym, że najlepiej i najefektywniej przyszywa mi się drobniutką „fastrygą”. Co daje przyszycie wkładu – to że tkanina odpowiednio się układa, ale mimo to nie staje się taka sztywna, jak po jego przyklejeniu – zachowuje swoją plastyczność. Nie mniej jednak sukno z jakiego szyłam bosmankę, jest miękkie, mięsiste i grube…. … to jakby szyć szynel wojskowy - dużo igieł połamałam, sporo się naprułam (nie tylko winem) A na koniec jeszcze zaliczyłam lekcje – bo po przyszyciu guzików miałam wrażenie, że kieszenie są jakby krzywo przyszyte – lewa, względem prawej….. !!!! Początkowo zrobiło mi się gorąco – ale po chwili dotarło do mnie, że w trakcie szycia porównywałam elementy wykroju, a potem uszyte z kieszeniami przody – i wszystko było idealnie wymierzone co do milimetra. To właśnie ta plastyczność tkaniny, i fakt przyszycia, a nie przyklejenia wkładu. Odprułam guziki, przeprasowałam, przyszyłam raz jeszcze i wszystko okazjo się na właściwym miejscu. Bosmanka leży, a co ważne dla faceta to nie ogranicza ruchów, jest ciepła – ale nie za bardzo, i najważniejsze, że się podoba – czego chcieć więcej ….. Teraz przyszywam wkład do kolejnych dwóch płaszczy – tym razem dla siebie. Oczywiście kolejność szycia determinuje kolor nici w overlocku…. Zatem przez jakiś czas będzie u mnie czarno. Ale kiedy to będzie….. z fotografowaniem wygrywa szpachelka, gładź i mikrocement !

Komentarze
1

Stylizacja tygodnia



Ostatnio na forum