Brzoskwiniowy len

miesiąc temu

Szmizjerka to taki model, który mogłabym nosić bez przerwy. A jak nosić to i szyć. Jedyny powód, dla którego tego nie robię to higienę pasji.

Moja pierwsza lniana sukienka miała być w początkowo spódnicą. Ale za to jaką! Okładkowym modelem z Burdy 7/2018. Poza szmizjerkami jestem zakochana w modzie lat 50. i to właśnie ta spódnica idealnie oddaje ten styl. Gdy zobaczyłam zapowiedź lipcowego numeru od razu zaczęłam planować odpowiedni materiał. Chciałam uniknąć tiulowej halki, by spódnica odpowiednio odstawała, dlatego szukałam czegoś sztywnego. Decyzja? Len! Idealny na wakacje (w ogóle odnoszę wrażenie, że w tym sezonie wakacyjnym był prawdziwy lniany zawrót głowy), odpowiednio sztywny. Na zagniecenia przymknęłam oko. A że brzoskwiniowy? Taki kaprys. I ryzyko, bo na co dzień w ogóle nie zakładam ubrań w takim kolorze, nie wiedziałam więc, jak będzie wyglądał. Od spódnicy do szmizjerki jest niedaleka droga – trzeba dodać koszulę i już, gotowe. Decyzja zapadła spontanicznie, a wybór góry był bardzo bezpieczny. Szyłam go z wypróbowanego modelu Style z lat 80. Spódnica: 12 zaszewek w pasie o długości kilkunastu centymetrów bardzo ładnie modeluje sylwetkę. Spódnica jest dopasowana w górnej części, stopniowo się rozszerza, by być mocno rozkloszowana na dole. Dla mnie zaszewki znajdują się w jednym z kręgów piekielnych. Chociaż mocno doceniam efekt jaki dają, nie jestem fanką ich szycia. Mimo to w tym przypadku poszło bardzo szybko. Zazwyczaj decyduję się na długość spódnicy do kolan lub delikatnie przed, jednak w tym wypadku sukienka musiała kończyć się w połowie łydek. To właśnie dzięki takim detalom nabiera charakteru i staje się wyjęta z żurnali z tal 50. By mocniej sterczała wykończyłam ją overlockiem, a następnie podwójnym podwinięciem, jak w koszulach.

Komentarze
3

Stylizacja tygodnia



Ostatnio na forum