Galaktyczna burza

miesiąc temu

Ten model chodził za mną odkąd wzięłam styczniową Burdę z 2018 roku do ręki.

Ciągle jednak coś mi nie pozwalało na jego realizację. Albo materiał już, już wybrany i jednak nie ten. Albo inne uszytki w realizacji. Albo brak czasu. Nieważne! Nie ma sensu mnożyć tych albo, bo sukienka jest i jestem z niej bardzo zadowolona. Tym bardziej, że założyłam ją w dniu imienin, bo taki właśnie miałam plan. Ma być na Katarzynę i już! Więcej czasu zajęło mi jej krojenie niż szycie. Miałam tylko dwa metry materiału, więc nie pozostawało nic innego jak zrobić czary mary. Hokus-pokus polegał na tym, że skróciłam papierową formę spódnicy o 10 cm. Nie jestem zbyt wysoka, więc spoko. Abra-kadbra to już była wyższa szkoła czarowania. Materiał zaległ na podłodze, bo postanowiłam złożyć go po skosie (pod kątem 45 stopni). Uwierzcie mi, to była męka, bo to jersey i gdzie mógł to mi się zwijał. No nie szło tego ogarnąć. Prawie płakałam od bólu w krzyżu. Ostatniego kontrolnego pomiaru dokonał mój mąż, bo nie mogłam uwierzyć, że w końcu jest dobrze. Od razu zrobiło mi się weselej, więc czas na kolejne czarowania-układania papierowych elementów i tylko myśl w głowie „żeby wyszła”. Tak mnie zmęczyło to układanie, że całość leżała ponad 24 godziny na środku salonu w oczekiwaniu na cięcie. A potem szycie, które na owerloku trwało około 3 godziny (opis w Burdzie tym razem bez zastrzeżeń). Całość prac jak zawsze nadzorował mój najwierniejszy inspektor szyciowy, którego widać w trakcie moich zmagań na jednym ze zdjęć.

Komentarze
1

Stylizacja tygodnia



Ostatnio na forum