Jeszcze nie dojrzały wiśnie i maliny... :)

rok temu

Nie wiem jak u Was, ale u mnie (rejon Polski południowo-wschodniej) jest dziś prawdziwie wiosennie. :) No, w każdym razie już na tyle nie-zimowo, żeby chociaż przymierzyć uszyty w któryś z długich, styczniowych wieczorów komplet spódnicy z żakietem. :) Tulipanowa, kopertowo zakładana spódnica, wszyta do szerokiego paska, powstała na bazie wykroju nr 105 z Burdy 12/2011. Przepis na tę spódnicę pozostawiłam praktycznie bez zmian, jeśli nie liczyć podszewki oraz wpuszczanych w boczne szwy kieszeni, które uwielbiam i oczywiście nie omieszkałam ich dodać. :) Model jest bardzo komfortowy w noszeniu - wykrój został opracowany po mistrzowsku i leży jak liść. :) Dzięki kopertowemu założeniu spódnica nie sprawia żadnego problemu przy chodzeniu, a szeroki karczek aż się prosił, by wyeksponować na nim jakiś skórzany pasek. ;) Z kolei pozbawiony zapięcia żakiet z raglanowo wszytymi rękawami, bez poduszek (za którymi - mówiąc eufemistycznie - nie przepadam ;) ) uszyłam według mocno już archiwalnej formy nr 106 z Burdy 12/2000. Bardzo lubię ten wykrój i często go wykorzystuję - oprócz niewielkiej ilości tkaniny, jakiej wymaga, jego dodatkową zaletą jest to, że przody (naturalnie za wyjątkiem obłożeń) nie wymagają dodatkowego wzmocnienia. Odpada więc cała masa wątpliwej zabawy z podklejaniem fizeliną. ;) Ten żakiet jest w założeniu taki trochę sweterkowaty, dlatego na jego uszycie polecam miękko układające się tkaniny lub wręcz dzianiny. Mundurkowate, sztywne gabardyny surowo wzbronione. ;) Obie części kompletu powstały z malinowej, miękkiej wełny, tradycyjnie pozyskanej na Allegro. To jest ten sam gatunek tkaniny, który opisywałam Wam w temacie "Princeska czyli ekonomia krawiectwa". Zużyłam 1,5 metra tejże wełny (szerokość 160 cm), koszt: 1,5 x 30 zł/metr + 1,5 x 5 zł/metr jedwabna podszewka + 1,5 zł krótki, kryty suwak do spódnicy = 54 złote całość. Jeszcze nici i resztki fizeliny na wzmocnienie obłożeń żakietu i karczka spódnicy, ale tych mam dyżurną rezerwę, której przeliczać na złotówki raczej nie ma sensu. No, bo jakże kalkulować podręczny niezbędnik, mający wymiar głównie sentymentalny...? ;) Szyłam ten komplet "na raty", po kilka godzin dziennie - sądzę, że gdybym przysiadła do niego raz a dobrze, to zajęło by mi to jakieś 8-10 godzin. PS. T-shirt ze zdjęć to produkt kupny. Wiem, powinnam spalić się ze wstydu, ale tym razem będę wyjątkowo bezwstydna. :)

Komentarze
28

Stylizacja tygodnia



Ostatnio na forum