Pechowa spódnica z klinów

rok temu

Zaczęło się od niefortunnego wyboru materiału. Rzuciłam się na wyprzedaż w Natanie, jak Reksio na szynkę ;-) i m.in. wybrałam ten

materiał

Na moim monitorze różyczki były niebieskie, w opisie nic na temat koloru nie było, a tu przyjeżdża tkanina w fioletowe kwiatki. Echhh - mam zero dodatków, nie wiem z czym to skomponować. Myślałam, najpierw o sukience, ale bałam się że będzie za smutna. Miała więc powstać spódnica z klinów i bluzka (ten hit maja), aby w razie potrzeby rozbić komplet i nosić w innych zestawach. No i tu zaczyna się dalszy ciąg pecha. Zaczęłam od spódnicy. Wycięłam kliny i stwierdziłam, że spódnica będzie wymagać podszewki. Podszewki brak - trzeba odszyć tym samym materiałem. Wycinam kolejne kliny, tylko krótsze. I już wiem, że nie starczy materiału na bluzkę. Niestety to nie koniec. Zszywam spódnicę, przymierzam - wszystko ok, no to zaczynam obrzucać szwy owerlokiem. Materiał śliski, podłazi złośliwie nie tam gdzie trzeba i raptem czuję, że tych warstw coś za dużo... No i mam niniejszym wyciętą w spódnicy elegancką dziurę w kształcie trójkąta, a dodatkowego klina nie mam już z czego wyciąć :-( Chwila przerwy na kilka nieprzyjemnych słów krytyki wobec siebie i mam pomysł: "podszewka" pójdzie na wierzch i zasłoni moją wpadkę. Zepsuty fragment materiału załatałam podklejając od spodu flizeliną i przeszyłam zygzakiem. Ufff, i tak oto powstała spódnica z niezaplanowaną falbaną, czy jak to nazwać. Nadal nie miałam co do niej włożyć, więc na szybko uszyłam zwyczajną płócienną bluzką ze sprawdzonej papaverowej formy. Z resztek wyszedł mi jeszcze krawat. Jest trochę staromodnie, trochę ludowo, ale najważniejsze, że z szyciem dotarłam do szczęśliwego końca :-)

Komentarze
10

Stylizacja tygodnia



Ostatnio na forum