Płaszcz paryski

rok temu

Szykując się do urlopu wiedziałam, że najważniejszy w szyciowych planach na podróż jest płaszcz; ma on podwójne zadanie otulania ciepłem w samolocie czy podczas długich pieszych wycieczek, jak również bycia najszybszym i najprostszym sposobem na >dobrze poukładany< wygląd, chowając części pozostałej garderoby pod sobą. Kupiłam tę piękną wełnę ze względu na jej odcień głebokiej czerwieni Jest to prasowany flausz, więc praca z nim była prosta; nie strzępił się, nie był zbyt gruby na szwach, dając się dobrze spłaszczyć pod wpływem bezlitosnych ataków clapperem ;). Gdy znalazłam wykrój Marfy 1961, wiedziałam, że wraz z flauszem mam dobrze dobraną parę. Płaszcz był perfekcyjnie rozrysowany, przyciągając uwagę spektakularnym kołnierzem, ciekawym sposobem uformowania przodu oraz - co wymaga podkreślenia - najlepiej dopasowanym rękawem, z jakim do tej pory pracowałam. Moje modyfikacje obejmowały wydłużenie płaszcza, by był bardziej dopasowany długością do ubrań z lat 50; zmianę marszczenia przy kołnierzu na drobne plisy; dodanie rzędów stębnowania; pozbycie się kieszeni i podkreślenie rękawów poprzez wyeksponowanie mankietów. Kołnierz wzmocniłam podwójną warstwą jedwabnej organzy, jednak tylko w okolicy plis; reszta kołnierza pozostawiona jest >na miękko<, by podkreślić naturalne właściwości drapujące wełny. Szwy ramion i podkroju pachy wzmocniłam diagonalnie plecioną bawełnianą taśmą (twill tape), dodałam też wełniane sleeve heads. Przód i mankiety wzmocnione są sztywnym, cienkim płótnem, które zostało wszyte padstitchem. Odszycia i podłożenie są zakotwiczone catchstitchem, a całość przykryta jest podszewką; płaszcz zamyka się na 4 zatrzaski, które powlekłam materiałem podszewkowym. Więcej na moim blogu, rvdzik.blogspot.com. Częstujcie się :-))

Komentarze
7

Stylizacja tygodnia



Ostatnio na forum