Retro-inspekcja czyli to se ne vrati... :)

rok temu

Nie wiem, jak to jest u Was, ale ja obfotografowuję się w "uszytkach" własnej produkcji dopiero od jakichś 2 lat, czyli od czasu, gdy... założyłam konto na portalu Burdy. ;) I są to zdjęcia robione w ściśle konkretnym celu, a przedtem jakoś się nie składało... :) Chyba nigdy nie lubiłam pozować, ot co. Tym bardziej byłam zaskoczona, gdy porządkując ostatnio pliki na dysku w komputerze natknęłam się na kilka fotek, zrobionych już około 7 lat temu, a dokładnie w październiku 2008 roku. Cała wieczność minęła od tamtego czasu, prawda? :) O dziwo, komplet, który prezentuję na tych "leciwych" fotografiach nadal wisi w mojej szafie. Żal mi się go pozbyć, choć już go nie noszę, a to z tej prozaicznej przyczyny, że został uszyty na ciasnawy dziś na mnie rozmiar 34... ;) A owe siedem lat temu ten komplet był na mnie wręcz luźnawy... :/ No cóż, rzecz utraciła swoją wartość użytkową, zyskując w zamian walor sentymentalny... :) Ech, przyznaję, że łezka mi się zakręciła w oku od tych zdjęć... Pamiętam, że byłam wtedy dość świeżo po pobycie w szpitalu, gdzie przeszłam bardzo intensywną terapię sterydową (stąd ta pyzata buzia), niemniej przy wzroście 166 ważyłam tylko około 47 kilogramów (ano, nie wszyscy tyją po sterydach). Pamiętam też, że bardzo chciałam pozyskać jakiś nowy ciuch, w którym poczułabym się jak kobieta, a nie jak były pacjent (myślę, że te z Was, które kiedykolwiek w wieku dorosłym spędziły w szpitalu kilka miesięcy, świetnie rozumieją o czym piszę ;) )... Włosy mi już naonczas odrosły, buńczucznie stercząc na wszystkie strony świata... mogłam więc zaszaleć... :) No i wykombinowałam sobie komplet kamizelki ze spódnicą, który uszyłam z jedwabnej tafty (ciemnofioletowej w dwutonie z bordo) na wiskozowej podszewce. Tak na marginesie, jeśli trudność szycia z jedwabiu Was przeraża i peszy, to proponuję sięgnąć na dobry początek właśnie po jedwabną taftę - ten gatunek jedwabiu jest bardzo efektowny, a zarazem banalnie prosty do szycia, coś jak len czy dżins. Kamizelka powstała na bazie mojego ulubionego wykroju kamizelki, czyli według modelu 113 z Burdy 03 / 1996 (zmniejszyłam formę z rozmiaru 36), zaś tulipanowa spódniczka z kieszeniami to model 116 z Burdy 09 / 2007. I te ubrania doskonale spełniły wówczas swoją rolę, dlatego owe wykroje gorąco Wam polecam (obie formy są naprawdę świetnie opracowane - poza prostą zmianą rozmiaru kamizelki nie wprowadzałam zupełnie żadnych poprawek). Na zdjęciach widać nawet resztki mojego twórczego amoku w postaci skrawków tkaniny i nitek na dywanie. ;) Jest też artystyczny bałagan w tle, ba! gdybym wtedy wiedziała, że te fotografie po latach "pójdą do ludzi", to pewnie ogarnęłabym tę kuwetę przed "sesją", a tak... mamy to, co mamy... :) PS. W ogóle złapałam się na tym, że ostatnio zdecydowanie częściej sięgam po stare i bardzo stare roczniki Burdy. Albo moda zatoczyła koło historii ;), albo tamte wykroje były jakoś porządniej opracowane i ciekawsze (ubrania miały szlachetną konstrukcję, podkreślającą walory sylwetki, podczas gdy te dzisiejsze często zmierzają w kierunku awangardy i de-konstrukcji formy, nierzadko rozpaczliwie zaburzającej estetykę proporcji)... Albo wreszcie jest tak, jak mawia mój skądinąd błyskotliwy bratanek ;) - starość zaczyna się wtedy, gdy współczesne propozycje (muzyczne, modowe, etc.) przestają trafiać w nasze gusta... Ot, taka - na szczęście obiektywnie nierozwiązywalna - zagadka... :)

Komentarze
12

Stylizacja tygodnia



Ostatnio na forum