Sukienka dzióbkowa czyli "pacaneum" na deficyt czasu... :)

rok temu

Tym razem znowu sięgnęłam po archiwalny wykrój... Przyznaję, że do uszycia sukienki według tej formy (model 119A z Burdy nr 10 / 2005) zbierałam się dosłownie całymi latami, jak pies do jeża... I ostatecznie wybrałam nań nie najszczęśliwszą tkaninę, mianowicie zbyt miękką i lejącą wełenkę. :/ W oryginale sukienka jest uszyta ze sztywnego żakardu i to jest zdecydowanie właściwszy materiał do wykorzystania tej formy. Formę sukienki zmniejszyłam o jeden rozmiar, do 36, ale poza tym nie wprowadzałam zupełnie żadnych poprawek. Oryginał jest uszyty z jednego rodzaju tkaniny, natomiast ja wykorzystałam resztki tkanin tego samego gatunku, ale w dwóch kontrastowych kolorach - fuksji i ciemnym niebieskim. Dzięki poprzecznemu cięciu przez środek torsu, oddzielającemu dwie różnobarwne przestrzenie, sukienka optycznie powiększa biust, a zarazem wydłuża nogi (niestety, również tylko optycznie ;) ). No i jest świetnie, komfortowo dopasowana do ciała długimi zaszewkami. Nie wiem jak Was, ale mnie zachwycił w tej sukience przede wszystkim piękny dekolt w kształcie serca. Burda od czasu do czasu proponuje sukienki z tego typu dekoltami, ale moim zdaniem ten jest zdecydowanie najciekawszy - niezbyt ostentacyjnie głęboki, pięknie współgrający z kształtem mankietów w rękawach i odcięciem karczku. Właśnie z powodu tych detali nazwałam tę formę "sukienką dzióbkową". :) Sukienka powstała z resztek wełny, których koszt wraz z podszewką i dodatkami (suwak, nici, fizelina na wzmocnienie karczku i mankietów) szacuję łącznie na jakieś 50 złotych. Szyłam ją - jak większość rzeczy, ostatnimi czasy - "z doskoku", przez kilka tygodni. Gdyby czas był dobrem ogólnodostępnym, to pewnie dałabym jej radę w jakieś 8-10 godzin. No właśnie, gdyby... ;)

Komentarze
27

Stylizacja tygodnia



Ostatnio na forum