W koronce i kwiatach na wesele

rok temu

Kiedy pierwszy raz usłyszałam o wielkim, pierwszym od wielu lat weselu, pierwsze, co zrobiłam, to zaczęłam szukać dla siebie sukienek na tę imprezę. Udało mi się nawet kupić jedną sukienkę (pierwszy raz w życiu nie trzeba było nic przerabiać), ale to było zdecydowanie za mało. Marzyła mi się sukienka inspirowaną kolekcjami Diora z lat 50-tych ubiegłego wieku. Mojej mamie udało się taką wyczarować szybciej, niż myślałam :) Góra sukienki jest dopasowana, o gorsetowym dekolcie, wykrój gorsetu to 127 z marcowej Burdy 2016 roku, uzupełniona szelkami z wycinanymi i naszytymi ręcznie kwiatami, które podtrzymującą sukienkę na swoim miejscu. (Raz, materiał jest dość ciężki, dwa, nie wyobrażam sobie co minutę poprawiać spadającej sukienki.) Podszewka gorsetu została wykonana z etaminy bawełnianej, natomiast dół podszewki jest satynowy. Dół sukienki jest marszczony i lekko rozkloszowany. Długość za kolano była dla mnie kwestią bezdyskusyjną. A ten, kto powiedział, że długość midi nie jest dla młodych kobiet o wzroście 160 cm, ten powinien odsiadywać wyrok w więzieniu ;) Przy bardziej kobiecych kształtach taka długość jest o niebo lepsza niż mini przeznaczona dla długonogich chłopczyc :)

Koronkę

zamówiłam w sklepie, który specjalizuje się w ślubnych i wieczornych rarytasach. Co prawda, materiał nie należał do najtańszych, ale kiedy kobieta się zakochuje, nic jej nie przestraszy. Pastelową, bardzo dziewczęcą kolorystykę przełamałam czerwonymi lakierkami i mocną szminką, inaczej nie czułabym się sobą ;) PS: Jeszcze na górę mama uszyła biały żakiecik w razie niepogody, tak zwany last-minute :)

Komentarze
21

Stylizacja tygodnia



Ostatnio na forum