W supeł zamotana

miesiąc temu

Tak jak zapowiadałam czarne nitki w maszynach wyznaczają kolejność szycia – zatem przez jakiś czas będzie u mnie czarno. I choć ta tunika i spodnie powstała dobry miesiąc temu, a zdjęcia przy okazji wycieczek po sklepach budowlanych…. to nie ogarnęłam w czasie, aby się nią pochwalić. Sama tunika to nic spektakularnego. Szyłam ja raczej z myślą o niezobowiązującym ubraniu, wygodnym i swobodnym, których ostatnio mi brakuje.

W tym celu kupiłam w Natanie wiskozową dzianinę z domieszką elastanu. Byłam zaskoczona jak ją wypakowałam, bo wyczułam w palcach, że to nie tylko wiskoza i elastan, ale jeszcze domieszka jakiegoś innego włókna. Już po dekatyzacji zaczęłam mieć podejrzenia, że w składzie jest duża proporcja wełny, bo dzianina bardzo specyficznie się wdała – a po pierwszym prasowaniu nie miałam wątpliwości – wełna ma bardzo charakterystyczny zapach podczas prasowania – nie do podrobienia. Dokupiłam dzianinę i bardzo mi szkoda, że nie kupiłam jej więcej zapas. Materiał nie jest gruby ale ciepły, świetnie trzyma formę (double face), cudownie miękki i zupełnie się nie mechaci. Zatem pomyślałam sobie, że dla takiego materiału warto się postarać i stworzyć ubranie swobodne, wygodne ale z jakimś ciekawym akcentem. I przypomniał mi się doskonały pomysł Burdy na sukienkę z węzłem z przodu w wydaniu nr 1/2018 - model 118. Pomyślałam sobie, że byłby to fajny akcent w takiej swobodnej tunice. Dół tuniki wymyśliłam z jedną plisa z przodu, która zagina się dokładnie w linii skośnego szwu górnej części torsu. Dzięki tej plisie dół swobodniej się układa. Spodnie szyłam z mieszanki bawełnianej Bi-elatycznej, aby nie musieć do nich wszywać zapięcia. W boczne linię szwów wszyłam części zamka metalowego niczym wypustki. Chyba ten brak koncertów wyzwala we potrzebę stworzenia chociaż namiastki rockowego looku…..

Komentarze
1

Stylizacja tygodnia



Ostatnio na forum