Gdy Twoje biodra wołają 40, nie wciskaj ich w 38! [FELIETON]

2 miesiące temu

Zaakceptuj to! Rzecz o body positivity.


Pewnie nie raz zdarzyła Ci się podobna sytuacja. Galeria handlowa, tysiące sklepów z ubraniami, spośród nich wybierasz ten jeden jedyny. Wchodzisz, dookoła nic tylko same wieszaki, pracownicy niczym szczęśliwe, zaprogramowane roboty z wiecznym uśmiechem na twarzy. Patrzysz na to przedstawienie i zastanawiasz się, czy aby na pewno dobrze trafiłaś.

Najgorsze jeszcze przed nami

Duszna, ciasna przymierzalnia, do której wchodzisz ze stertą ubrań na ramieniu. Rzucasz to wszystko (obmyślasz plan ucieczki i wymigania się z zakupów - przecież moje stare spodnie nie są aż tak stare) i przechodzisz do najgorszego. Wciskasz na swój tyłek spodnie - dżinsowy kawałek materiału skąpany w hektolitrach wody i bum: tragedia, dramat, apogeum. To 38 to samo, które pół roku temu  podkreślało Twoje pośladki, nieśmiało przeciska się przez łydki i zastyga w bezruchu między udami a biodrami. Dezorientacja! Lecieć do domu na ćwiczenia z Chodakowską, czy raczej ,na dobry początek, udać się do “maka” na ostatniego w życiu burgera?

Jak z odtłuszczonej coli bez cukru  stałam się butelką wina z gratisowymi orzeszkami

Oczami wyobraźni widzę zrozpaczoną dwudziestolatkę, która w jednym momencie żegna się z przeszłością. I co dalej? Jak żyć, kiedy intuicja podpowiada Ci, że  krągłości są teraz w modzie, a sklep z ubraniami potajemnie wpisuje Cię na czarną listę tłustych tyłków. Czy iść za głosem rozumu i zaakceptować siebie, czy przejmować się opinią marki? A i najważniejsze dlaczego koncern modowy ma aż tak ogromny wpływ na moją samoocenę?

Koncern modowy- darmowy licznik kalorii

Jakiś czas temu zaczęłam interesować się pewnym ciekawym zjawiskiem. Dlaczego dana sieć sklepu z odzieżą narzuca nam, kto może nosić ich spodnie, ogranicza nas kobiety w wyborze swojego rozmiaru i wrzuca w konkretne ramy? Czy idealnie wyrzeźbione ciała modelek są dobrym licznikiem naszej samooceny? Nie sądzę. Jak dla mnie długonogie modelki są dobrym tłem do reklamy ubrań. Ale właśnie tylko i wyłącznie tłem. Prawdziwa kobieta odgrywa główną rolę w oscarowym wyścigu na najlepszą kreację w biurze.

Dlaczego patrzymy na drugą kobietę przez pryzmat szerokości bioder?

Uwielbiamy być doceniane, chwalone, ale nie robimy zbyt wiele w kierunku budowania solidnego i dobrego obrazu siebie w naszych własnych oczach. Często nie potrafimy szczerze doceniać innych kobiet i cieszyć się z ich piękna. Krytycznym okiem porównujemy się do siebie, zamiast wzajemnie się inspirować. Potem przeglądamy się w przekazach marketingowych i tym, jak zakwalifikuje nas ubraniowa metka. To jedyny głos, jaki do siebie dopuszczamy. Jest krytyczny, dlatego łatwiej nam w niego uwierzyć.

Czy słowa “piękna”, “ładna”, “smukła”, “szczupła” - mają swój obwód?

U mnie zaczęło się to zmieniać, odkąd zostałam wyznawczynią ruchu body positivity. Pierwszy raz zetknęłam się z tym terminem na Instagramie. “Kolejna coachingowa gadanina na temat tego, że wszystkie jesteśmy piękne, tylko musimy to w sobie odkryć.” - pomyślałam. Wyłączyłam telefon i wróciłam do obowiązków w pracy. W domu znów wróciłam do tematu i zaczęłam czytać. Przepadłam. Pierwszy raz w życiu Internet przemówił ludzkim głosem. Głosem kobiety, a nie aniołków Victoria’s Secret. (Są piękne, ale zastanawiam się jak można być tak idealnym? Jeśli znasz odpowiedź koniecznie się ze mną podziel!) 

Czasem wyglądam jak milion dolarów, a czasem jak milionowy debet na koncie.

Po przeczytaniu kilku artykułów o tym, czym dokładnie jest body positivity, stworzyłam własną definicję szczęścia. To eliksir, który sprawia, że czuję się dobrze, a moje odbicie w lustrze ukazuje to, co chcę zobaczyć. Bo body positivity to przede wszystkim akceptacja wyglądu każdego ciała. Czy grube, czy chude, obwisłe, jędrne czy zmarszczone - każde z nich jest po prostu normalne. To jak wyglądamy jest rzeczywiste, a miejsce wzorców (i aniołków) jest gdzie indziej.

Wyzwanie dla Ciebie

Każda z nas ma sylwetkę. Każda z nich jest piękna. Szczególnie, jeśli umiejętnie się o nią zatroszczyć! Zamiast walczyć z idealnie wyrzeźbionym ciałem aniołka, zawalcz o siebie i swoje “niedoskonałości”.  Mam nadzieję, że moja historia zbyt dużego tyłka pokaże Ci,że z każdego kompleksu można zrobić atut, a rozmiar 40 to nie koniec świata! Ja nauczyłam się podkreślać swoje atuty i nie irytować za każdym razem, gdy odbicie w lustrze nie pokazuje tego, co chciałabym ujrzeć. Tego samego życzę Wam. Ps. i najważniejsze nawet Aniołki Victoria’s secret mają gorsze dni. 

Komentarze
0

 

Stylizacja tygodnia



Ostatnio na forum


Newsletter

Zapisz się do naszego newslettera.