Sukienka z liśćmi monstery

Ponad 3 tygodnie temu

Doskonale wymierzona

Królujący od kilku sezonów wzór z liśćmi monstery nigdy do mnie jakoś szczególnie nie przemawiał, a tym bardziej nie rzucał na kolana. Owszem, lubiłam oglądać uszyte w ten deseń ubrania, zasłony, pokrowce, obrusy i co tam komu do głowy wyobraźnia podpowiadała, ale żebym pragnęła podążyć za tym trendem… aż do czasu kiedy skusiłam się wejść na stronę miekkie.com! Przeglądając ofertę natknęłam się na wiskozową krepę w chabrowe kwiaty i doznałam natychmiastowej potrzeby posiadania tej tkaniny. Od razu była myśl o sukience i od razu dla mojej córki, choć gdyby nie chciała, to wcale bym się nie pogniewała. Różnica między nami polega na tym, że moje dziecko bardzo lubi tę paletę odcieni niebieskiego, gdzieś pomiędzy chabrowym, indygo, kobaltem i szafirem a ja już niekoniecznie z niebieskim jestem za pan brat, ale co tam materiał był piękny. Kiedy doszła paczka i wzięłam go do ręki moje doznania zauroczenia nim jeszcze bardziej się pogłębiły. Był cały doskonały! Deseń, kolor, wrażenie estetyczne, miękkość, dotyk, no po prostu wszystko! I to wszystko było do momentu kiedy go rozłożyłam i uświadomiłam sobie, że jego szerokość jest jakaś mniejsza od tych, do których moje oczy były przyzwyczajone. Struchlałam! O Boże! Kupiłam tylko 2,5 m, a sukienka z pewnością będzie „zamaszysta”! Czy wystarczy? Moje dziecko spojrzało na materiał i gdy zobaczyłam ten błysk w Jej oku już wiedziałam, że jest pełna akceptacja tkaniny. I tak oto powstała doskonale wymierzona sukienka na życzenie z szerokimi rękawami i falbanami na dole. Na górę wykorzystałam model 127 z Burdy 1/2019, a dół to dwie lekko marszczone falbany. Model bardzo udany, choć może twarz właścicielki tego nie odzwierciedla, ale to bardziej z powodu "Mamo, znowu te zdjęcia! Daj spokój!"

Komentarze
4

Stylizacja tygodnia



Ostatnio na forum